Zabolały słowa okrutnie

Zabolały złe słowa okrutnie
Zabolały…
Strach w serce uderzył bezlitośnie
Jak w dzwon,
Podniósł krzyk swój, przebił myśli
Sztyletem kłamstwa,
Zostawił tylko czarną dziurę,
Której nie da się zalepić ot, tak…

Słowa niemym szeptem utknęły
Gdzieś w głębi ciała,
Wszystkimi siłami bronią się przed
Wyjściem z gardła.

Łzy już nie potrafią płynąć z oczu,
Bo po cóż mają moczyć twarz,
Bo co mają zmyć z jasnej twarzy?
Ból, grymas, strach czy niepewność?

Czas leczy rany, czas wyciera łzy,
Myśli w labiryncie odnajdą swą drogę.
Czas leczy rany, lecz trzeba nam czasu
By radość w sercu zagościła…

Consuetudo est altera natura

To będzie najgłupszy wpis jaki tu dodałem…

Continue reading „Consuetudo est altera natura”

Co krok, co dwa, co człowiek, co dnia…

Czytałem o nich parę artykułów. Szukałem wiele w internecie, w jakichś innych artykułach, ale najlepiej jednak można ich poznać po głębszej analizie samego siebie. Niektórzy uważają, że ludzie ci nie mają kręgosłupa, za to z wielkim strachem przed zmierzeniem się z sobą samym… Wg innej interpretacji to ludzie, w których widzimy nasze wady, ja osobiście uważam, że odbijają nasze wady i i ukazują nam je jako zaborczo przeszkadzające im samym.

Continue reading „Co krok, co dwa, co człowiek, co dnia…”

Piosenka Szufladowa

Dym z papierosa gryzie w oczy

Piwo stygnie na barze, pulsuje w nim życie.

Czasem ktoś przemknie, ktoś się przetoczy,

Tkwi jeden-niejeden w bycie-niebycie…

Pijany barman stoczył się pod bar –

Zaiste, pewną ręką rozlewał dziś piwo.

Znikł na dnie kufla gdzieś życia czar,

A pustka i rozpacz zbiera swe żniwo.

Bo tutaj ucieka kawałek serca,

Kawałek duszy uciec chce stąd.

Wołać o pomoc nie ma nikomu

Nie zawrócisz biegu rzeki,

Nie dasz rady płynąć z prądem,

Nie popłyniesz i pod prąd…

Czeluście pod stołkiem już coraz bliżej,

Nie ma nikogo, kto złapie cię za rękę.

Czekasz na moment, kiedy wpadniesz pod stół

I zakończysz codzienną wieczorną udrękę.

Bo tutaj ucieka kawałek serca,

Kawałek duszy uciec chce stąd.

Wołać o pomoc nie ma nikomu

Nie zawrócisz biegu rzeki,

Nie dasz rady płynąć z prądem,

Nie popłyniesz i pod prąd…

Ostatni klient opuścił już dłoń,

Łeb opadł na stół, rozwija się sen

Gdy nie ma nikogo umierasz samotnie –

Samotne czekanie na ostatni dzień.

Dym z papierosa gryzie w oczy,

Piwa już nie ma – znikło jego tętno.

Mógłby ktoś cię dotknąć, zamieszkać w twym sercu,

Mógłby ktoś pokochać, lecz…nie ma kto…

Bo tutaj ucieka kawałek serca,

Kawałek duszy uciec chce stąd.

Wołać o pomoc nie ma nikomu

Nie zawrócisz biegu rzeki,

Nie dasz rady płynąć z prądem,

Nie popłyniesz i pod prąd…

Jan Rybowicz – Kompot z rabarbaru

Nie pamiętam twojego imienia,

koloru twoich włosów, oczu.

Nie wiem, kiedy to było,

gdzie, przy jakiej okazji.


Czasami tylko, ostrożnie

wydobywam z pamięci

ten gest, z jakim postawiłaś

przede mną kompot z rabarbaru.


I zaraz, przerażony,

chowam w panice ruch twojej ręki

z powrotem w niepamięć,

aby nie zwariować z czułości.

Edward Stachura – Dookoła mgła

Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo – ogniku ty błędny mych dni.
Spraw, by skończyła się wreszcie ta męka.
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi!

Lecz gdzie jest ten dom, jak tam idzie się doń?
Gdzie jest ta stanica, gdzie progi te są?
Tam most jest na rzece, za rzeką jest sad;
Tam próżnia się kończy, zaczyna się świat.

Lecz gdzie rzeka ta, gdzie rzucony jest most?
Gdzie sad ten jest biały, jabłonki gdzie są?
Na drzewach owoce i strąca je wiatr,
Do kosza je zbiera ta ręka jak kwiat.

Te strony gdzieś są, gdzieś daleko za mgłą,
Więc idę i dalej przedzieram się wciąż.
Zbierają się ptaki, ruszają na szlak,
Już lecą, wprost lecą, nie błądzą jak ja.

Jak długa pisana mi jeszcze włóczęga?
Ech, gwiazdo – ogniku ty błędny mych dni.
Spraw, by skończyła się wreszcie ta męka,
I zapędź, do czułych zakulaj mnie drzwi!

 

Edward Stachura

Witaj, wędrowcze!

Dotarłeś tutaj, drogi Internauto, czy przypadkiem, czy celowo – nieważne. Jeśli zaś już jesteś, proszę, rozgość się w mych progach. Może znajdziesz tu dla siebie kąt cichy i spokojny, gdzie przy herbacie gorącej z kwaśną cytryną wejdziesz w mój głęboki i niezrozumiały świat widziany moimi oczami i wydobyty ze skłębionych myśli. Wierszom – dziękuję za ucieczkę z głowy, fotografiom – za zapis tego, co widziane przez szklane oko obiektywu nie zawsze widoczne jest gołym okiem. Wam wszystkim – za odwiedziny i uśmiech lub zadumę.

Kiedy już odpoczniesz, odejdź, lecz wróć, zawsze będziesz tu mile widziany, a ja przyjmę Cię z otwartymi ramionami.

Jak mawiał Edward Stachura – komu w drogę, temu teraz.