Tchnienie – mgnienie

Takie kruchutkie
tchnienie – mgnienie
na rozpacz
i na uwierzenie.

Że oczy dobre,
rybka złota,
a Bóg jest Bogiem
nie despotą.

Takie maleńkie
tchnienie – mgnienie
na pamięć
i na zapomnienie.

 

Andrzej Ciach

Wyznanie

Zakopałem żywcem miłość,

zabiłem jednym zdaniem nas,

okazałem się śmiercią w ludzkiej skórze,

zgasiłem słońce, zdeptałem niebo, zatrzymałem czas.

 

Nie zdawałem sobie sprawy

z potęgi tych niewypowiedzianych słów,

patrząc w oczy, zaślepiony,

choć nie chciałem ranić znów.

 

Zabij trwogę najdroższa, wybacz mi,

choć tak ciężko zawiniłem.

Daj mi szansę to naprawić, wyleczyć ból,

zrobić to, czego tak naprawdę nigdy nie zrobiłem…

 

Chciałbym cofnąć czas,

ubrać nasze życie w solidne ramy.

Jeszcze może być pięknie, kochana,

daj mi szansę, by pokazać światu, że wytrwamy.

Sen w rozpaczy (piosenka o nadziei)

W samotni swej, gdzieś na dachu gór

spotkałem się z nią, piękny to był sen…

Z jednej strony butelka, z drugiej wspomnień wór,

rozświetlona nią noc, rozświetlony dzień…

 

Wyciągnięta do mnie dłoń, rzekła: wstań i chodź…

I wiatrem, i słońcem zaśpiewała mi,

że nie czas rozpaczać, że łez już dość,

że nie czas na troski marnować dni.

 

Jak łez nie trwonić, gdy wszystko się wali,

gdy nie masz już nic – jak tu nie rozpaczać?

Bo biednemu zawsze wiatr zawieje w oczy,

a nadziei nie ma, nic – tylko się bać…

 

W samotni swej, gdzieś na dachu gór

porwała w objęcia, przytuliła mnie.

Uśmiechnęła się do mnie, zabrała ból,

wdarła się w serce moje, wypełniła je.

 

Gdy sił już nabrałem i marzeń kieszenie

uniosłem twarz do nieba, stanąłem wprost.

Odeszła Nadzieja, by dać siebie innym,

gdy ktoś cicho załka, gdy zaśpiewa ktoś…

 

Jak łez nie trwonić, gdy wszystko się wali,

gdy nie masz już nic – jak tu nie rozpaczać?

Bo biednemu zawsze wiatr zawieje w oczy,

a nadziei nie ma, nic – tylko się bać…