In memento

Mgłą opada każdy dzień,

noc snuje się pokracznie.

Za cieniem wśród drzew przemyka cień

wykrzywiając kontury dziwacznie.

Śpiew ptaków nad ranem budzi mnie,

zamyka powieki nocy i ciszy,

nie dla mnie noc ciemna, gdy nie ma tu ciebie.

W końcu ucieczka z ciemności niszy.

 

Jakbym chciał mieć przy sobie

nadzieję w twej dłoni,

stworzyć siebie na nowo,

niebem góry otworzyć.

Zaśpiewać powietrzem, zanucić potokiem,

ustami twe słowa dotykać.

Spojrzeć znów na świat naszym wspólnym okiem

i wspólnie w objęciu zasypiać..

 

Jak ogromnie marzy mi się

Góry do stóp ci twych sprowadzić,

Górom przepięknym przedstawić cię

i coś na rozłąkę naszą poradzić.

 

Szum lasu w oddali ukoi…

Przygarnąć zapachem, odurzyć,

najdroższą z tych dróg przejść razem,

by w sercu się naszym zanurzyć…

 

Jakbym chciał mieć przy sobie

nadzieję w twej dłoni,

stworzyć siebie na nowo,

niebem góry otworzyć.

Zaśpiewać powietrzem, zanucić potokiem,

ustami twe słowa dotykać.

Spojrzeć znów na świat naszym wspólnym okiem

i wspólnie w objęciu zasypiać..

Winowajca

Odeszłaś w ciemną stronę – mego życia wrak

zostawiając pustkę w głowie – serce krwawi.

Cień żaden nie włóczy się po domu

i nawet herbata nie smakuje jak z tobą…

 

Odeszłaś w swoją stronę, choć wiem, że kochasz mnie,

zapomnieć o nas trudno i boli jak cholera,

leczysz siebie swoją dłonią w innej dłoni,

leczysz siebie swoim ciałem w ramionach innego…

 

Moja wina…

 

W pamięci mnóstwo wspomnień, tych dobrych, nie złych,

twoje zdjęcia w szufladzie i nasze na ścianie,

zapachy gorące roznoszą się po sypalni

a ciebie zabrakło, bo jestem idiotą.

 

Gdybym mógł cofnąć czas

na pewno bym to zrobił,

nie zrobiłbym tego, co zrobiłem źle,

serce twoje na nowo zdobył.

… więc przepraszam cię.

 

Moja wina…