Taki już jestem

Zanim sen spłynie na zmęczone oczy twoje

Zanim nocą ogarnie nas spokój błogi

Póki objęć spragnieni jesteśmy oboje

Niebiańskie stokrotki rzucając pod nogi

Otworzę swe serce wierności gestem –

Taki już jestem.


Przy mnie ciemność i smutek cię nie ogarnie

Jeśli jednak – na krótko, łzy zginą w rękawie

Strach precz odgonię, zmyję myśli czarne

Co mogę, co zechcę, co umiem – naprawię

Gdy zechcesz snuć piękne marzenia grzeszne –

Taki już jestem…


Kwiatów wiosennych naręcza Ci wręczę

Zapachy polną łąką słonecznie wybrane

Każdy dzień swoim pięknem ozdobią ci tęcze

W swych ramach wciąż nowe jak obraz ubrane

Dumnie stój ponad pięknem – jam twoim podestem

Taki już jestem.


Gdy zechcesz iść drogą po górach czy wśród bagna

Gdy zgarbionym okrzykiem jesień cię przywita

Obejrzysz się – będę wciąż stąpał przy tobie

Niczym beztrwogiej królowej nieugięta świta.

Wciąż toczyć się przy tobie marzeniami szelestem –

Taki już jestem…

In memento

Mgłą opada każdy dzień,

noc snuje się pokracznie.

Za cieniem wśród drzew przemyka cień

wykrzywiając kontury dziwacznie.

Śpiew ptaków nad ranem budzi mnie,

zamyka powieki nocy i ciszy,

nie dla mnie noc ciemna, gdy nie ma tu ciebie.

W końcu ucieczka z ciemności niszy.

 

Jakbym chciał mieć przy sobie

nadzieję w twej dłoni,

stworzyć siebie na nowo,

niebem góry otworzyć.

Zaśpiewać powietrzem, zanucić potokiem,

ustami twe słowa dotykać.

Spojrzeć znów na świat naszym wspólnym okiem

i wspólnie w objęciu zasypiać..

 

Jak ogromnie marzy mi się

Góry do stóp ci twych sprowadzić,

Górom przepięknym przedstawić cię

i coś na rozłąkę naszą poradzić.

 

Szum lasu w oddali ukoi…

Przygarnąć zapachem, odurzyć,

najdroższą z tych dróg przejść razem,

by w sercu się naszym zanurzyć…

 

Jakbym chciał mieć przy sobie

nadzieję w twej dłoni,

stworzyć siebie na nowo,

niebem góry otworzyć.

Zaśpiewać powietrzem, zanucić potokiem,

ustami twe słowa dotykać.

Spojrzeć znów na świat naszym wspólnym okiem

i wspólnie w objęciu zasypiać..

Witaj, wędrowcze!

Dotarłeś tutaj, drogi Internauto, czy przypadkiem, czy celowo – nieważne. Jeśli zaś już jesteś, proszę, rozgość się w mych progach. Może znajdziesz tu dla siebie kąt cichy i spokojny, gdzie przy herbacie gorącej z kwaśną cytryną wejdziesz w mój głęboki i niezrozumiały świat widziany moimi oczami i wydobyty ze skłębionych myśli. Wierszom – dziękuję za ucieczkę z głowy, fotografiom – za zapis tego, co widziane przez szklane oko obiektywu nie zawsze widoczne jest gołym okiem. Wam wszystkim – za odwiedziny i uśmiech lub zadumę.

Kiedy już odpoczniesz, odejdź, lecz wróć, zawsze będziesz tu mile widziany, a ja przyjmę Cię z otwartymi ramionami.

Jak mawiał Edward Stachura – komu w drogę, temu teraz.

Sen w rozpaczy (piosenka o nadziei)

W samotni swej, gdzieś na dachu gór

spotkałem się z nią, piękny to był sen…

Z jednej strony butelka, z drugiej wspomnień wór,

rozświetlona nią noc, rozświetlony dzień…

 

Wyciągnięta do mnie dłoń, rzekła: wstań i chodź…

I wiatrem, i słońcem zaśpiewała mi,

że nie czas rozpaczać, że łez już dość,

że nie czas na troski marnować dni.

 

Jak łez nie trwonić, gdy wszystko się wali,

gdy nie masz już nic – jak tu nie rozpaczać?

Bo biednemu zawsze wiatr zawieje w oczy,

a nadziei nie ma, nic – tylko się bać…

 

W samotni swej, gdzieś na dachu gór

porwała w objęcia, przytuliła mnie.

Uśmiechnęła się do mnie, zabrała ból,

wdarła się w serce moje, wypełniła je.

 

Gdy sił już nabrałem i marzeń kieszenie

uniosłem twarz do nieba, stanąłem wprost.

Odeszła Nadzieja, by dać siebie innym,

gdy ktoś cicho załka, gdy zaśpiewa ktoś…

 

Jak łez nie trwonić, gdy wszystko się wali,

gdy nie masz już nic – jak tu nie rozpaczać?

Bo biednemu zawsze wiatr zawieje w oczy,

a nadziei nie ma, nic – tylko się bać…