Zabolały słowa okrutnie

Zabolały złe słowa okrutnie
Zabolały…
Strach w serce uderzył bezlitośnie
Jak w dzwon,
Podniósł krzyk swój, przebił myśli
Sztyletem kłamstwa,
Zostawił tylko czarną dziurę,
Której nie da się zalepić ot, tak…

Słowa niemym szeptem utknęły
Gdzieś w głębi ciała,
Wszystkimi siłami bronią się przed
Wyjściem z gardła.

Łzy już nie potrafią płynąć z oczu,
Bo po cóż mają moczyć twarz,
Bo co mają zmyć z jasnej twarzy?
Ból, grymas, strach czy niepewność?

Czas leczy rany, czas wyciera łzy,
Myśli w labiryncie odnajdą swą drogę.
Czas leczy rany, lecz trzeba nam czasu
By radość w sercu zagościła…

Zakopałem żywcem miłość

Continue reading „Zakopałem żywcem miłość”

Consuetudo est altera natura

To będzie najgłupszy wpis jaki tu dodałem…

Continue reading „Consuetudo est altera natura”

Co krok, co dwa, co człowiek, co dnia…

Czytałem o nich parę artykułów. Szukałem wiele w internecie, w jakichś innych artykułach, ale najlepiej jednak można ich poznać po głębszej analizie samego siebie. Niektórzy uważają, że ludzie ci nie mają kręgosłupa, za to z wielkim strachem przed zmierzeniem się z sobą samym… Wg innej interpretacji to ludzie, w których widzimy nasze wady, ja osobiście uważam, że odbijają nasze wady i i ukazują nam je jako zaborczo przeszkadzające im samym.

Continue reading „Co krok, co dwa, co człowiek, co dnia…”

Taki już jestem

Zanim sen spłynie na zmęczone oczy twoje

Zanim nocą ogarnie nas spokój błogi

Póki objęć spragnieni jesteśmy oboje

Niebiańskie stokrotki rzucając pod nogi

Otworzę swe serce wierności gestem –

Taki już jestem.


Przy mnie ciemność i smutek cię nie ogarnie

Jeśli jednak – na krótko, łzy zginą w rękawie

Strach precz odgonię, zmyję myśli czarne

Co mogę, co zechcę, co umiem – naprawię

Gdy zechcesz snuć piękne marzenia grzeszne –

Taki już jestem…


Kwiatów wiosennych naręcza Ci wręczę

Zapachy polną łąką słonecznie wybrane

Każdy dzień swoim pięknem ozdobią ci tęcze

W swych ramach wciąż nowe jak obraz ubrane

Dumnie stój ponad pięknem – jam twoim podestem

Taki już jestem.


Gdy zechcesz iść drogą po górach czy wśród bagna

Gdy zgarbionym okrzykiem jesień cię przywita

Obejrzysz się – będę wciąż stąpał przy tobie

Niczym beztrwogiej królowej nieugięta świta.

Wciąż toczyć się przy tobie marzeniami szelestem –

Taki już jestem…

Winowajca

Odeszłaś w ciemną stronę – mego życia wrak

zostawiając pustkę w głowie – serce krwawi.

Cień żaden nie włóczy się po domu

i nawet herbata nie smakuje jak z tobą…

 

Odeszłaś w swoją stronę, choć wiem, że kochasz mnie,

zapomnieć o nas trudno i boli jak cholera,

leczysz siebie swoją dłonią w innej dłoni,

leczysz siebie swoim ciałem w ramionach innego…

 

Moja wina…

 

W pamięci mnóstwo wspomnień, tych dobrych, nie złych,

twoje zdjęcia w szufladzie i nasze na ścianie,

zapachy gorące roznoszą się po sypalni

a ciebie zabrakło, bo jestem idiotą.

 

Gdybym mógł cofnąć czas

na pewno bym to zrobił,

nie zrobiłbym tego, co zrobiłem źle,

serce twoje na nowo zdobył.

… więc przepraszam cię.

 

Moja wina…