Mentalne żeglowanie

/ Listopad 21, 2016

Sobotni wieczór, dom Kultury Słowianin. Jak przystało trzeba było się spóźnić. Ech, social media 😀

Zdążyłem na jeden z supportów – trójmiejską grupę Tranquilizer, która tego wieczoru zagrała bezpośrednio przed gwiazdą wieczoru. Czy wspominałem już, że (jak zwykle) nie przygotowałem się do tego wydarzenia? Zupełnie nieznana mi grupa weszła na scenę, rozbrzmiały pierwsze dźwięki… Jedno zdjęcie, drugie, kolejne… W fosie było dość ciasno, barierki przesunięto pod scenę tak, że dosłownie tylko schodki ograniczały ich położenie. Na szczęście daliśmy radę. To znaczy ja i pozostali fotoobserwatorzy. Gdy zrobiłem swoją serię przycupnąłem z boku i, zmieniając obiektyw, wsłuchałem się w melodyjne, aczkolwiek dość mocne dźwięki. Gitara przeplatała się z głosem wokalistki, która wykorzystując elektronicznie potencjał swojego głosu porwała zgromadzoną pod sceną publiczność. Jeszcze kilka zdjęć i posłucham sobie…

Nie umiem określić tego gatunku muzyki, ale wcale nie jestem z tego powodu niepocieszony. Bardziej nienasycony. Do czasu. Do najbliższej płyty 🙂

 

Gwiezdny pył

Długo oczekiwany koncert. Gdy tylko nadarzyła się okazja by zarejestrować ich emocje w postaci fotografii nie wahałem się ani trochę. Zaskoczyło mnie to, w jaki sposób zespół bawi się dźwiękami, tonami, brzmieniami oraz tempem. Wszystko dopracowane do perfekcji. Tides From Nebula, tym razem jako trio, pokazał klasę. Wysoką. Taki mercedes klasy S wśród muzycznych superbryk. Nienasycenie wzrosło. Dziękuję!