Kiedy rozum wygrywa z sercem…

 

W naszym życiu od zawsze zdarzają się konflikty między dwoma strategicznymi organami naszego organizmu: sercem i mózgiem. Zarówno jeden, jak i drugi nie potrafią żyć osobno, jednak życie pokazuje, że nie zawsze też umieją żyć wspólnie. Do ciężkiej walki dochodzi zawsze wtedy, gdy racjonalne i emocjonalne obozy spotkają coś nad czym nie potrafią zapanować. Uczucie.

Życie z drugą osobą w tak zwanym związku ma swoje plusy i minusy. Człowiek, jako zwierzę stadne, zawsze lgnie do drugiego człowieka, to jest wręcz nieuniknione. Są oczywiście wyjątki, jednak nie o nich będę w tej chwili pisał. Człowiek wiąże się z drugim człowiekiem, angażuje w to najczęściej całą swoją moc,  którą dysponuje. Racjonalizm i uczucia podają sobie dłoń i wędrują razem przynosząc coraz to nowe doznania i decyzje. Mężczyzna wiąże się z kobietą, kobieta z mężczyzną i to właśnie jest zwane „związkiem”. Od słabych więzi, po najsilniejsze człowiek idzie w parze z drugim człowiekiem, często do chodzi do zawarcia związków małżeńskich, poczęcia dziecka, wspólnego życia pod jednym dachem, dzielenia smutków, radości, pieniędzy i innych dóbr materialnych i niematerialnych. I każdy tu chyba zgodzi się ze mną, że związek wymaga bliskości, nie tylko psychicznej i emocjonalnej, ale i fizycznej. Co jednak, jeśli dwoje ludzi mocno się kocha, ma wspólne plany, łączy ich jednak wielka przepaść w formie dużej odległości? Wierzy ktoś z Was w miłość na odległość? Pewnie zdania będą podzielone, jedni powiedzą, że nie jest to możliwe, inni, że jeśli miłość jest prawdziwa i mocna, to nic tego nie rozdzieli, a co dopiero kilometry. Zaśmiać się mogę mówiąc, że obie strony mają rację. Własnie wtedy najbardziej muszą żyć w zgodzie serce i rozum. Jak w reklamie TP – serce i rozum rozmawiają, dogadują się, zawierają kompromisy… Często jednak bywa tak, że serce z samotności tak boli, że rozum podpowiada, że trzeba to przerwać za główną przyczynę podając wątpliwość fizycznej bliskości dwojga ludzi. Jak czuje się jedna strona a jak druga? Zastanawialiście się może nad tym kiedykolwiek?

Co maja zrobić ludzie, którzy bardzo pragną być razem, ale warunki bytowe im nie pozwalają? Które z nich i czy w ogóle powinno zdecydować się rzucić wszystko, na co do tej pory pracowało dla tak zwanego „wspólnego dobra”? Kiedy jedna strona ma dobrą pracę, perspektywy dobrego życia, drugie twierdzi tak samo, a i jedno i drugie nie jest w stanie zbliżyć się do swojej „połówki” z różnych względów. Przyjaciele, miasto rodzinne, warunki mieszkaniowe, praca, brak pracy….ech… skąd ja to znam?

Mówi mężczyzna:

Mam dobrą pracę, dobrze płatną, jestem w stanie rozwinąć się dalej, chcę zamieszkać z nią, chcę poprosić o rękę, ułożyć życie, bo nie chcę kolejne lata żyć od spotkania do spotkania, od urlopu do urlopu, trzysta kilometrów od osoby, którą kocham… Popełniłem wiele błędów w życiu, które chcę naprawić ale ciężko to zrobić będąc tak daleko… Chciałbym stąd do niej wyjechać, ale nie mam warunków, nie mam pracy w mieście, w którym mieszka i, choć szukam, nie mogę jej znaleźć… Co robić?

Mówi kobieta:

Mam pracę, nie najlepszą, ale daje mi satysfakcję, jestem w stanie rozwijać się dalej, choć chcę z nim zamieszkać i pobrać się, ułożyć życie, to coś mi podpowiada, że nie uda nam się, skoro już kolejny rok jesteśmy tak daleko od siebie i nic się nie zmienia… Kocham go i chcę z nim być ale wydaje mi się, że ona kogoś ma, że mnie oszukuje i traktuje jak zabawkę, że jestem tylko od czasu do czasu, czuję, że się oddalamy od siebie, a on nie robi nic, żeby to zmienić. Szukałam pracy w mieście, w którym miesza, by być blisko, ale bezskutecznie, niestety… Wydaje mi się, że nic z tego nie będzie… Co dalej, co robić? Chyba tego nie warto przeciągać, skoro nic się nie zmienia…

Mówią przyjaciele:

Masz pracę, dajesz sobie radę, niech on/ona przyjedzie do Ciebie, coś tu znajdzie i będziecie mogli zamieszkać razem, ułożyć sobie życie, przecież się kochacie…

 

Serce, rozum, serce, rozum… pobijcie się jeszcze trochę, wytoczcie swoje działa, gamonie, pozabijajcie się nawzajem i będzie święty spokój. Po jakiego ch. się w to bawicie?

Kobieta: nie wiem.

Mężczyzna: bo ją kocham.

Przedstawiona sytuacja oczywiście subiektywna, bo to przecież mój blog.

Co z tego, że kocham… I tak światem rządzą kobiety. I tak to one mają rację. Podobno.

 

Update:

Pozwolę sobie zacytować wpis z pewnego bloga:

/”Lubimy ze sobą rozmawiać”? Akurat! Ty mnie Serce nie rozśmieszaj. Ja mam ze śmiechem problemy. Rozmawiać? Akurat! Przecież ty mogłabyś przy nmim milczeć. To jest nawet ostatnio twoje marzenie.

Spędzić przy nim cały dzień i milczeć. Słów od niego masz dosyć./

 

/Jak ona to powiedziała? „Ty się, Serce, tak nie wywyższaj…A może nie, może to było „Ty się, Rozum,

tak nie wywyższaj”. Przy jej sercu i jej rozumie to i tak przecież było „egal”/

 

Dzięki, Belle.